Tel. sat. iridium na pokładzie Selmy: 881621440894.

Bramka do wysyłania bezpłatnych SMS-ów: http://messaging.iridium.com.

Sms-y wysyłane z komórek NIE DOCHODZĄ na Selmę.


ZAŁOGA PROSI O NIEUŻYWANIE W SMS-ACH POLSKICH LITER I PODPISYWANIE KTO JEST NADAWCĄ WIADOMOŚCI.

Na poczatku wiadomości prosimy wpisywać adresata - unikniemy konieczności czytania całej i odczyta ją sam zainteresowany.

Wiadomości od: do:

data jacht, pozycja wiadomość
2018-04-15
Kanał Beagle'a

Ach co to były za wycieczki. Podzieliliśmy się na trzy zespoły. Artur i Rafał poszli zdobywać niebotyczne szczyty, Gocha, Andrzej, Krzysiek, Radek i Damian ruszyli na lodowiec i w poszukiwaniu bobrów, a Piotr zabrał się za pieczenie pieczeni. Czyli dla każdego coś fajnego.
Po południu zaś wymiana wrażeń. Pierwszy zespół wrócił mocno ubłocony ale i szczęśliwy, bo widoki mieli fantastyczne, widzieli Horn i wszystko z góry. Zespół drugi wszedł na i pod lodowiec, gdzie odkrył przepiękną lodową jaskinię, a Andrzej uskuteczniał kąpiele w lodowcowej wodzie. Choć nie było bobrów, to pozostałe bobrowe konstrukcje budowlane robiły wrażenie tak jak podlodowcowe jeziorko. Po powrotach pozostało tylko zrobić sos śliwkowy i polać po super pieczeni przygotowanej przez zespół trzeci. Później emisja Mission Imposible i do spania, bo już 2200. A co dzisiaj? Ciąg dalszy.



















Załoga Selmy
2018-04-13
Zatoczka Coloane
Zatoka Coloane fot.Krzysztof Pełka

Jak tu streścić ostatnie dwa dni? Na pewno zatrzasnęły się wszystkie okna, okienka i lufciki pogodowe wraz z okiennicami podpartymi drągiem. Znaczy lało i było nieprzyjemnie. Oczywiście na zewnątrz Selmy, za to wewnątrz... . Cieplutko, milutko, świetne jedzenie, fascynujące dyskusje w dobrym towarzystwie (dziś, czy istnieje życie pozagrobowe). No i doskonałe filmy (hmm. może nie wszystkie) i burzliwe ich omawiania. Jednym słowem to nie był stracony czas. Dziś jednak ruszyliśmy w drogę tym bardziej, że nie pada i jest ciepło. Plan jest bardzo ambitny, mamy do przepłynięcia CAŁE 38 mil. Dopiszemy później, jak nam to wszystko wyszło.


Cumowanie w lesie fot.Damian Święs

Już jest później. Dopłynęliśmy do absolutnie czarownej zatoczki Coloane (od miejscowego pisarza, który bardzo fajnie opisywał m.in. okolicę). Prawie tak czarownej jak poprzednie, ale może jeszcze ciut bardziej, Wysokie góry z paroma lodowcami i prawie pionowymi ścianami. Obowiązkowe wodospady. No i ten las w który prawie wjechaliśmy rufą Selmy, który musi pamiętać triceratopsy. Jest klimat. Jutro to będą wycieczki.

Załoga Selmy
2018-04-10
Zatoka Tres Brazos
Bahia Tres Brazos

No i znowu w nowym miejscu, Zatoka Tres Brazos a właściwie jej mała podzatoczka - Julia (raczej nie od Iglesiasa). Spełnia nasze już mocno wygórowane kryteria. Wodospady? Trzy, I rzeczka. Lodowce? Cztery w okolicy. Jeziorka? Pięć. Brakuje lwów ale jakoś to przełknęliśmy. Siłą rzeczy wycieczka na srebrzące się szczyty. Przypomniał nam się od razu słynny polski profesor Ambroży Kleks, więc zacytujemy:
"Tam na szczycie srebrnej góry, mieszka ptak ognistopióry,
żeby w jego piór pożodze ciepło było spać załodze.
Błyskawice straż tam pełnią, księżyc srebrną swoją pełnią,
szmaragdowy mrok oblewa, który ptak ognisty śpiewa"

Wszystko się zgadza, jakby tu był. Z tychże szczytów srebrnych rozciąga się niezwykły widok na Kanał Beagla i różne jego odnogi. Prawdziwie dech zapierające wrażenia.
Pozdrowienia:
Braciom Jaworskim, chłopaki duże pozdro, no i trenujcie:). Piotr i Damian.


Po drodze na bezdrożu


Przyszła zima


Selma

Załoga Selmy.
2018-04-08
Fiord Seno Garibaldi
fot. Damian Świes

Przemieściliśmy się wczoraj do (bo jakby inaczej) pięknego i czystego fiordu Seno Garibaldi z lodowcami, wodospadami, lwami i pingwinami Magellana. Stanęliśmy na kotwicy i cumach w zatoczce do której spływa jeden z okolicznych wodospadów, no i znowu seans filmowy, tym razem Moon.


Selma na cumach fot.Krzyś Pełka

Z tego wszystkiego zapomnieliśmy wspomnieć, że Piotr zrobił już trzy śniadania, więc było: Krzysiu (przykładowo), może jeszcze jedno jajeczko sadzone bo tak słabo wyglądasz. Oprócz tego biega już jak sarenka (zwłaszcza jak przyfasolimy w co większego growlera choć trzeba przyznać, że wykazuje daleko posunięty stoicyzm z tym związany), został też przyłapany na ćwiczeniu figur do kankana, być może całej choreografii i nie możemy się doczekać pokazu całości układów. Czyli jest dobrze.


Rafał eksploruje fot.Gocha Wojtaczka

Dziś znowu wycieczka, tym razem do pięknego kanionu będącego korytem rzeczki zbierającej wodę z kilku malowniczych wodospadów i odwiedzenie jaskini lwa gdzie okazało się skąd bierze się tak potworny ryk u tak drobnego i miłego zwierzątka. Świetna akustyka jego domostwa jest wyjaśnieniem.
No i najważniejsze, jutro urodziny obchodzi Asia Sadowska-Pełka. Asiu sto lat! Wieczorem wzniesiemy toaścik.

Pozdrowienia dla Agaty i Marty.


fot.Gocha Wojtaczka


fot. Damian Świes


fot. Damian Świes


Wejście w kanion fot.Gocha Wojtaczka


Po palach fot.Gocha Wojtaczka

Załoga Selmy
2018-04-07
Zatoczka VoliereDziś pobudka piętnaście po (jak jest okienko to budzimy się za piętnaście), szybka dyskusja na temat glutenu (prawda czy fałsz?), mycie łańcucha ze szlamu (poprosiliśmy o jakieś czystsze następne fiordy) i dalej za przygodą.
Coś się przebąkiwa o mocowaniu lejka z wężem do wodospadu w celu uzupełnienia wody w zbiornikach (może będzie ciepły prysznic w zamian), ale sami jesteśmy ciekawi co nam się jeszcze przydarzy.


Seno Garibaldi fot. Gocha Wojtaczka


Lodowiec Garibaldi fot. Krzyś Pełka

Załoga Selmy
2018-04-06
Zatoczka VoliereDzisiaj prawie od rana kolejne panele dyskusyjne (Krzysiek jest najlepszym moderatorem na świecie, potrafi zasunąć tak kontrowersyjną tezę, że nic tylko dyskutować). Odżyło też lobby wycieczkowe i chociaż atrakcji było sporo (jak choćby ryczące lwy morskie, spotkaliśmy sporą rodzinkę) zrobiło się niebezpiecznie blisko mini wyprawy. Szczęśliwie dla niektórych przyszła super chmura śnieżna i zwialiśmy kierując się do zatoczki Voilier kombinując gorączkowo jakby tu wmanewrować Radka i Andrzeja w przygotowywanie obiadu i nie wynika to z lenistwa. Są po prostu bardzo utalentowani.
Radek stanął na wysokości zadania, że hoho. Chyba faktycznie trzeba będzie powszywać jakieś kliny do sztormiaków, jak to wieszczy złowrogo Artur. Nasze pływanie polega głównie na wypatrywaniu okien i okienek pogodowych, jedni je widzą bardziej inni mniej. Zobaczymy jak będzie dzisiaj bo przestał padać śnieg i zaczął deszcz. Czy to już okno?


W drodze na wycieczkę fot. Gocha Wojtaczka

To jednak było okno. I to balkonowe. Po umyciu łańcucha z cuchnącego mułu, wróciliśmy pod przedwczorajszy lodowiec spod którego przegoniła nas śnieżna chmura w celu odbycia zaległej wycieczki, żeby być na bieżąco. Baliśmy się bowiem, że jak nam się nawarstwi ilość zaległych wycieczek to padniemy w końcu z wyczerpania wypełniając plan jednego dnia.


Plaża fot.Gocha Wojtaczka

Podpłynęliśmy do rozległej plaży i dech nam zaparło z wrażenia. Piękne słońce, piaszczysta plaża i mnóstwo lodu na niej zalegającego. Ot taki dysonans, kosmiczny wręcz. Niesamowite widoki. Słońce prażyło tak mocno, że Rafał postanowił się schłodzić na co reszta nas się nie odważyła.


czas się schłodzić fot.Gocha Wojtaczka

Widząc, że okienko pogodowe szybko się przymyka pośpiesznie wróciliśmy, już w śnieżycy, na Selmę i wróciliśmy do zatoczki Voliere gdzie znowu seans filmowy - argentyński film Dzikie historie.

Załoga Selmy
2018-04-05
Seno Pia
Na pokładzie fot. Gocha Wojtaczka

Po tak starannym świętowaniu trzeba było ruszyć na dalsze zwiedzanie tych pięknych okolic, bo czasu nie ma i lodowce topią się w zastraszającym tempie. Udaliśmy się do Seno Pia, również niezwykłego fiordu na którego końcu spływa chyba najpiękniejszy błękitny lodowiec, który w życiu widział Andrzej. Rekomendacja niczego sobie.
Po wpłynięciu w fiord, zastaliśmy go nieźle zapakowanego lodem i przestraszyliśmy się, że już cały spłynął i nic dla nas nie zostało, jednak nie wymiękliśmy. Tyczki i bosaki w dłoń i dawaj odpychać całkiem spore nieraz osobniki. Ciężka robota tym bardziej, że mamy na pokładzie Państwo Armatorstwo, które później w pocie i trudzie prostuje, szpachluje i maluje te wszystkie burty. No stres był, ale fajnie też było, szemrały wodospady i strumyki, które ryły od wieków nieraz głębokie wyżłobienia w tych wysokich górach. W końcu po przebyciu bezmiernych połaci paku odetchnęliśmy z ulgą. Lodowiec się ostał i to nie byle jaki, faktycznie warto było.


Seno Pia fot. Gocha Wojtaczka

Zabrakło czasu, żeby za dnia wydostać się z fiordu, więc przymocowaliśmy się linami do drzew w malutkiej zatoczce i odpaliliśmy następnego Bonda. Lodu było w niej trochę, ale jeden kawałek się nawet przydał.

Załoga Selmy
2018-04-03
Caleta Olla
W Caleta Olla fot. Radek Buczek

Wczoraj jednak świętowaliśmy dalej. Choć były grupy nacisku, które naciskały na wyjście w teren, to szczęśliwie po lekkiej mżawce wreszcie przyszedł porządny deszcz i skończyły się nawet najmniejsze przebąkiwania na ten temat. Toczyliśmy więc dalej emocjonujące dysputy. Był panel poświęcony polskiemu lotnictwu po czym przeszliśmy gładko do gospodarki i naszej i światowej. Padły bezcenne rozwiązania realnych problemów, ale jak napisaliśmy są bezcenne, więc ich nie przytoczymy.
Później studio filmowe. Na rozgrzewkę James Bond i Skyfall,a później już poważniej czyli Czekając na Joe, dziwacznie przetłumaczony film o prawdziwym tytule Dotknięcie pustki. Niezwykły i poruszający film i pouczający - stąd dzisiaj przed wycieczka przy pakowaniu lin do plecaka stwierdzenie Artura: Rafał jak Cię odetnę (wszyscy wzięliśmy scyzoryki) to znaczy, że musiałem i to nic osobistego.


W krainie bobra fot. Radek Buczek

Prostą drogą doszliśmy do dnia dzisiejszego, wreszcie wycieczka choć początkowo nie wyglądało to najlepiej od strony pogodowej, rozpadało się, ale w końcu przestało i wyszło słońce na całe 20 minut, a później padał śnieg. Dużo błota, wodospady, bobrowiska i jeziorka. To jest to. No i te bobry! Radek nie mógł się oderwać od fotografowania. W drodze powrotnej za to słońce, a na Selmie gulasz z kaszą. Odwieźliśmy też świąteczne mchy na swoje miejsce.
Co będzie jutro zobaczymy.


W chaszczach lasu magelanskiego fot. Radek Buczek

Pozdrowienia

Mamo, Neciku dzięki za smsa, ściskam mocno.
Damian
Pozdrowienia dla Hrabiego, Jacka i całej ekipy hornowej sprzed 6 czy 7 lat. Gocha wspominała wycieczki z Wami.
Gocha i Piotr

Załoga Selmy
2018-04-01
Caleta Olla
Czas na śniadanie fot. Radek Buczek

Święta i po świętach. No może jeszcze nie do końca. Stół bardzo suto zastawiony bo przygotowania trwały prawie pół wczorajszego dnia. Zorganizowaliśmy jeszcze wczoraj w końcu miejscowe odpowiedniki i koperku i bazi i różnych innych oznak wiosny, choć u nas jesień w pełni, a cały wieczór skrobaliśmy różne tematyczne ozdobniki na jajkach więc siłą rzeczy dominowały kondory, pingwiny i wieloryby. Dziś rano odświętnie ubrani zasiedliśmy do posiłku który trwa do teraz (jest 2000). A było przy czym zasiąść bo i tradycyjna sałatka jarzynowa i Andrzej nafaszerował jajka i pyszna pascha czyli serowy przysmak z rodzynkami moczonymi przez chwilę w whiskey (bo szybko paruje) i Rafał wyczarował pyszne polskie kabanosy z dzika. No i te fantastyczne dyskusje m. in. o życiu, kondycji i przyszłości ludzkości. Przetrwa czy nie? Zdania jak zwykle były podzielone. Później seanse filmowe i na początek bardzo optymistyczny, że aż zabawny dramat oparty na faktach czyli Everest, a teraz Zgon na pogrzebie. Cały czas jemy, oj ciężko będzie jutro ruszyć w teren.


Pisanki fot. Radek Buczek


Stół fot. Radek Buczek

Załoga Selmy
2018-03-29
Puerto WiliamsZanim przejdziemy do relacji, to chcielibyśmy życzyć wam z okazji Świąt Wielkiej Nocy wszystkiego najlepszego! Pięknego świętowania - niezależnie od tego, czy na lądzie czy w morzu.

29.03.2018.


Chile fot.Krzysztof Pełka

Zmieniliśmy znacząco plany.
Niestety Piotr nam trochę zaniemógł kręgosłupowo, a dokładniej to dopadło go lumbago czyli ta sama przypadłość, która tak nękała Zbója Łamignata. Wszyscy solidarnie stwierdziliśmy, że Antarktyda nie zając, a Piotr jest tylko jeden.
Popłynęliśmy więc do Puerto Wiliams czyli Chile, co oznacza, że odprawiliśmy się i będziemy pływać po przepięknych odnogach Kanału Beagla przez dłuższy czas niedostępnych.
Odprawiliśmy się to za mało powiedziane. W ostatnich latach mocno się rozbudowała infrastruktura urzędnicza i odbywaliśmy istne pielgrzymki po wspaniałych nowych budynkach jedynie w towarzystwie biegających psów i koni (było wcześnie rano). To znaczy konie i psy nie wchodziły z nami do środka, a szkoda. Wszystko pięknie się udało, choć Andrzej ogarniający kwity parę kilometrów zrobił. Potem była wycieczka na pobliskie szczyty (Rafał, Krzysiek, Artur, Andrzej i Radek, ale już bez Krisa Holenderskiego, który już w Ushuaia pożegnał nas z obustronnym żalem).


Prawie konna wędrówka po urzędach fot.Damian Świes

Natomiast Gosi, Piotrkowi i Damianowi pozostało zmierzyć się z poważnym zadaniem zagospodarowania sporej ilości baraniny ofiarowanej przez Bena z Australisa. Piotrek sobie przypomniał, że kiedyś jadł taką jakąś fajną potrawkę i nawet stopniowo przypominał sobie (albo tak mu sie wydawało) składniki. Zdecydowanie wspaniałym pomysłem było poczekanie na ostateczne doprawienie POTRAWY, bo już przestała być potrawką, na fachowców: Andrzeja i Radka. Warto było. Dzisiaj ciut przed świtem oddaliśmy cumy z boi i płyniemy póki co przy słabym wietrze na zachód.
Pozdrawiamy

Załoga Selmy
2018-03-25
Ushuaia
Widok na Ushuaia

Pełne zaokrętowanie silnej załogi w składzie: Gosia, Krzysiek, Kris, Artur, Rafał, Piotr, Andrzej, Radek i Damian nastąpiło już przedwczoraj i wkrótce po nich zakończyliśmy stosowne przeszkolenia lub przypomnienia bo znacząca większość z nas (właściwie wszyscy poza Krisem który jest Holendrem, mamy więc Pływającego Holendra) już na Selmie pływała. Pełną gotowość bojową osiągnęliśmy wczoraj, ale cóż, przyszło nam chwilowo ostudzić zapał i przepuścić dwa niże które spieszą w te okolice. Pora już taka, że takie niże poruszają się stadami, no może to przesada, ale parami często a następcy też już gdzieś tam wyglądają zza winkla. Musimy się zatem dobrze przymierzyć i dokładnie wstrzelić i szybko oddalić od Hornu.


Łysy wyłazi fot.Damian Święs

Według ostatnich prognoz może to nastąpić we wtorek lub środę ale wszystko tu zmienia się dynamicznie i jak wyjdzie to się jeszcze okaże.
Nie nudzimy się jednak, przykładowo odwiedził nas bardzo sympatyczny Polak Paweł Skrabacz, który jest w trakcie podróży motocyklem dookoła świata. Kibicujemy mu mocno. Poza tym wpada Brice pogwarzyć, też czeka na odpowiedni moment, żeby smyknąć na swoim Podorange do Brazylii.


W drodze na wycieczkę


Bez trzymanki


Lodowcowanie

Oprócz tego odbyła się dzisiaj wyprawa na lodowiec pod dowództwem Gosi, wcześniej porządne przeszkolenie a, że słońce jak kalafior udało się wyśmienicie. Były szczeliny jak ta lala i szkolenia, które bardzo się przydadzą na Antarktydzie (właśnie wróciliśmy, teraz to jest Mocno Stargany Holender). Wieczorem zaś wspólne biesiadowanie i grilowanie z załogą Lady Dany, pewnie wpadnie Brice, może Ben z Australisa. Jest fajnie.

Załoga Selmy
2018-03-17
UshuaiaNo, to już chyba ostatnia nasza relacja, więc wypada rozwiązać parę wątków i wątpliwości.
Czy lampart był? Otóż lampart BłażeJanka był i faktycznie próbował przegryźć nam łańcuch. Ogłaszamy zatem pełną rehabilitację obu bohaterów i jeśli ktoś chciałby słowem lub czynem w związku z brakiem lamparta ich znieważyć niechaj sam po wsze czasy pohańbiony będzie.
Załączamy odpowiednią dokumentację fotograficzną.



Czy lampart jest? Tu już nie jest łatwo odpowiedzieć, pewnie kiedyś się ujawni i są przesłanki ku temu, że jednak się zadomowił. Co u nas jeszcze. Dotarliśmy i toasty za cudowne ocalenie były. Tym bardziej, że pod koniec wreszcie wiater się zachował i śmigaliśmy jak rajdówka. Teraz sprzątanko i myjonko i żal, że to koniec. Bardzo to wszystko nas ruszyło bo przygody były odpowiednie i fajnie w tak doskonałym towarzystwie takie emocje przeżywać. Cóż to pewnie nie koniec. Pozdrawiamy wszystkich serdecznie. Do zobaczenia
gdzieś kiedyś.
cdn

Załoga Selmy
2018-03-14
Cieśnina Drake'a
Albatrosy fot.Piotr Okoński

Pisaliśmy już o gwiazdach, ale dosyć obcesowo a dzisiejsza noc zasługuje na coś więcej, gdyż była kompletnie kosmiczna. To tutaj z dala od zaśmieconego światłem nieba widać dopiero wszystko i jak na dłoni. Te wszystkie ich migające statki kosmiczne i co tam oni kombinują.
Teraz wszystko się układa w spójną całość. Lampart BłażeJanka (bo ma już nazwę) ewidentnie jest sztucznie modyfikowanym tworem z tytanowymi zębami w kształcie pił tarczowych wysokoobrotowych. Wiele wskazuje na to, że przedostał się na pokład po łańcuchu kotwicznym (którego nie zdążył odgryźć tylko dzięki naszym czujnym wachtowym) i płynie z nami. Są w związku z tym zalecenia, żeby poruszać się w grupach i budzić kolegę gdy się chce wysikać. Nieoficjalnie wiadomo, że są pewne kłopoty z respektowaniem tych wytycznych. Widać na każdym kroku jego ślady, wywleka różne rzeczy z szafy i rozrzuca po mesie. Potrafi też nie pozmywać po sobie kubków, jak robi sobie nocą gorące kubki i herbatę i nad ranem w zlewie piętrzy się spora sterta. Na razie nie ma ofiar, chociaż Damiana ponoć coś ugryzło no i udało się wreszcie zrobić mu o wiele wyraźniejsze zdjęcie, niż to Błażeja, więc je załączamy. Jesteśmy czujni.


Zdjęcie lamparta, leprze niż to Błażeja fot.Damian Święs

Wracając do nudniejszych tematów, najpierw telepaliśmy się na silniku i żaglach powoli w górę, ale potem przyszedł zachodni wiatr no i słońce. To słońce to było coś. Potem znowu jakieś deszcze, ale spokojne i wiaterek 23 węzły, więc ruszyliśmy z kopyta. Albatrosy też byli i z wiatrem odpłynęli w dal.


Świt fot.Damian Święs


Dyskusja na poziomie.fot.Piotr Okoński

Paulinko pozdrawiamy, trzymamy kciuki, wujki czekają na dobre wieści!!!, Marek i Jacek
Gratulujemy zdobycia Kolosa w kategorii jaskiń Wrocławskiemu Speloclubowi za eksploracje jaskiń w Picos de Europa :-)

Załoga Selmy
2018-03-13
Cieśnina Drake'a
Wspominki fot.Piotr Kuźniar

Znowu luki w relacjach, ale co tu pisać...
W Drejku, jak to w Drejku, raz silny wiatr raz słaby, śnieg, deszcz, słońce, mgła, deszcz potem śnieg, są gwiazdy i nie ma gwiazd, itd. w różnych kombinacjach. Nasz hymn to również hymn Kajka i Kokosza czyli" Bum tra la la chlapie fala, po głębinie statek płynie".
Prędkości nasze nie są oszałamiające a słabe wiatry akurat stąd gdzie płyniemy. Co by tu jeszcze... . Trochę posunęła się kwestia odzyskania wiarygodności przez Błażeja, ale powoli, prawie tak powoli jak my się pniemy w górę mapy.
Pokazał filmik i faktycznie coś tam pływa w tej wodzie, ale żeby jednoznacznie stwierdzić czy to lampart i czy prawdą jest, że przegryza nam łańcuch kotwiczny potrzeba większego ekranu niż na smartfonie i całkowita rehabilitacją Błażeja i Janka II musi jeszcze trochę poczekać.
Poza tym nudy, doświadczeni drejkowicze wiedzą, że trzeba spać wtedy kiedy można i jeść tyle ile dają. Dlatego życie towarzyskie ciut zamarło(nie znaczy to, że nie wspominamy tego co doświadczyliśmy), ale to pewnie chwilowe, zwiększyły się za to częstotliwości pielgrzymek do komputera w celu stwierdzenia postępów. Jesteśmy jakoś tak w połowie Cieśniny a ta kropeczka bardzo malutka jest względem pustki oceanu.


Wspominki fot.Damian Święs


Wspominki fot.Piotr Kuźniar

Załoga Selmy
2018-03-11
Antarktyda Port Lockroy
Pingwin fot.Tomek Strzyżowski

Niestety przedwczorajsze starcie żołądków nie nastąpiło, choć byliśmy przygotowani, wymyci, wypachnieni, generalnie wysztafirowani maksymalnie. Jeszcze ktoś puścił famę, że wśród załogi Bricea jest piękna Rosjanka co dodatkowo zdopingowało do wypięknienia się. Wiadomo jak to jednak z tymi famami. Przykładowo Błażej puścił jedną, że niby zasłyszał jakoby o zjedzeniu kajakarza przez lamparta lub odwrotnie. Podważył tym strasznie swoją wiarygodność i dzisiejsza jego opowieść (co prawda ma świadka Janka II, ale Janek też ma swoje za koszulą) o nocnym ataku straszliwego lamparta na nasz łańcuch kotwiczny, musi znaleźć potwierdzenie w twardych dowodach czyli nagraniu z kamerki. Póki co śpi.
Wracając do wizyty Francuzów to wpadł sam Brice i musieliśmy to wszystko spożyć sami biedactwa, zemściliśmy się więc okrutnie śpiewając mu:
"Raz dzieci do lasu wybrała się paczka, i zdjęły z listeczka winniczka ślimaczka. I nagle się znalazł biedaczek w koszyczku gdzie było już tysiąc ślimaczków winniczków. A potem wagonem wśród beczek i paczek pojechał do Francji winniczek ślimaczek Bo ludzie we Francji złe mają nawyczki, zjadają na obiad ślimaczki winniczki".
Nazajutrz czyli wczoraj ruszyliśmy w góry. Siedmiu Edmundów Hillarych założyło raki, czekany wzięło w dłoń i w drogę na podbój lodowca. Jak to na szczycie, Edmundy zrobiły sobie zdjęcie szczytowe i zachwycone wróciły na Selmę, a tam odbyła się orgia mięsna i nie boimy się tego słowa bo jak nazwać zjedzenie prawie pięciu kilo mięsa w trakcie jednego posiłku. Steki były dopychane prawie kolanem i niektórzy z nas bali się pójść spać, żeby nie obudzić się z wepchniętym cichaczem do buzi kawałkiem pysznego mięsa.


Edmundy fot.Tomek Strzyżowski

Co gorsza zaraz po posiłku (to zdrobnienie zupełnie nie pasuje) trzeba było się przygotować do wejścia w Drakea czyli spuścić powietrze z pontonów i zdobycznych odbijaczy, oraz powiązać to wszystko co może latać, co się z wielkim trudem się udało chociaż nie było łatwo sie zginać.
Teraz kotwica już przywiązana i kierujemy się na północ z żalem żegnając Antarktydę.

Załoga Selmy
2018-03-09
Antarktyda
LaMaire fot.Piotr Okoński

No, nasze światła lodowe sprawdzają się znakomicie. Jacek i Damian, którzy mieli nocną wachtę, czuli się jak Han Solo i Chewbacca w Gwiezdnym Sokole przecinającym laserem bezdenną ciemność kosmosu.
Już późną nocą wpłynęliśmy jeszcze raz na "Viernadskiego", ale spokojnie, nie było powitań i ponownych pożegnań. Dyskretnie rzuciliśmy kotwicę i raniutko zniknęliśmy już na dobre. Ruszyliśmy w stronę Port Lockroy gdzie mamy tet a tet z Bricem z francuskikego jachtu "Podorange" i jego załogą. W związku z tym dzisiejszy kambuz, czyli Tomek i Piotr II,, są lekko spięci. Zupełnie bezpodstawnie, gdyż radzą sobie znakomicie.
Po drodze Cieśnina Le Maire już w pełnej krasie (poprzednim razem jak przepływaliśmy tonęła we mgle). Widoki nieziemskie, tylko sporo lodu, dlatego poruszaliśmy się w tempie skostniałego ślimaka.


LaMaire fot.Piotr Okoński

W Kanale Peltiera spotkaliśmy jeszcze więcej tego lodu i odpychaliśmy tyczkami lód długo i namiętnie a ślimak dodatkowo czytał gazetę i dłubał nogą w nosie. Już zaraz Port Lockroy i starcie polskiej kuchni z francuskimi żołądkami.


LaMaire fot.Piotr Okoński

Pozdrowienia:
Janek The First pozdrawia Gosię i Kubę
Od Marka dla rodziny, przyjaciół, kolegów i koleżanek z pracy oraz zespołu Sorrir Por Favor
Jacek pozdrawia Majeczkę, Weronikę, Filipa, koleżanki i kolegów z pracy Heko i Heads.
Wera, Mela, Tosia całusy z Krainy Lodu :) Tomek
Od Piotra, miłe pozdrowienia dla żony Oleńki, rodziny i wszystkich śledzących tę wyprawę.
Od Piotra I i Błażeja pozdrowienia dla Pawła Smejkala i całej zeszłorocznej załogi Hornowej
Od Piotra I serdeczności dla Marka Padiasa dzięki za smsa :-)

Załoga Selmy
2018-03-08
Antarktyda
Nostalgia fot.D.Święs

Przetrwaliśmy bez trudu przemiłą imprezę u naszych Ukraińców, choć dostawaliśmy regularne bęcki, a to w bilardzie, a to w rzutkach. Były rozmowy i darliśmy się "hej sokoły".
Wypłukaliśmy w słodkiej wodzie sprzęty nurkowe i wróciliśmy na Selmę w totalnej śnieżycy. Przepiękny to był powrót. Dzięki tej śnieżycy dołączył do nas dziś nowy biały załogant o cokolwiek czerwonawym nosie. Dosłownie wtopił się w załogę i nie odbiegał mocno od reszty, a w niektórych aspektach takich jak np. poziom intelektualny i tempo poruszania się nawet ją przewyższał.


Nowy załogant fot.Jacek Jaworski

Opuściliśmy więc przepiękne Wyspy Argentyńskie i zmierzamy na południe. Po drodze prawdziwy rarytas, żerujące humbaki i to wielkie stado pewnie ze... i tu zdania są mocno podzielone, Damian obstawia 20 a Błażej widział 200 sztuk. No cóż.


Humbaki fot.Piotr Hawrylczak


Humbaki fot.Piotr Hawrylczak

Oj długo oglądaliśmy ten wspaniały spektakl. W końcu wieloryby się najadły i ruszyliśmy na eksplorowanie nowych miejsc. Mamy też testować nową lampę halogenową, czyli będziemy się plątać po nocy.


Lampa reflektorowa fot.D.Święs

Pozdrowienia:
Damian całuj Izę i Amelkę.

Załoga Selmy
2018-03-07
Antarktyda, stacja Verdnadsky
fot.Piotr Okoński

Ech ci Bracia Jaworscy.... . Może jednak po kolei.
Na początek spróbujemy się wyłgać i wytłumaczyć dlaczego mamy zaległości w pisaniu relacji. Otóż tak wiele się dzieje, że brakuje na pisanie czasu i energii.


fot.Piotr Okoński

Od razu wyjaśnimy, że "Verdnadsky" to nasza baza wypadowa, do której wracamy z różnych wojaży. Możemy się tu bowiem bezpiecznie przycumować do skał i nie trzeba trzymać wacht kotwicznych, co ma swoją niezaprzeczalną wartość.
Przedwczoraj wróciliśmy w okolice Wyspy Bootha i odwiedziliśmy Port Charcot, czyli miejsce zimowania słynnego Francuza. Popłynęliśmy tam w towarzystwie ukraińskich przyjaciół, wśród których był pingwinolog Witalij fantastycznie opowiadający o swoich małych kolegach pingwinach.
Oprócz tego wynurkowywaliśmy naszą kotwicę, która nam niechcący wypadła wraz z łańcuchem dwa dni wcześniej.(Uf, teraz już możemy się pochwalić, że tacy zdolni jesteśmy bo sprawnie i profesjonalnie wydobyta (nurkował Marek) wróciła na swoje miejsce. Jeszcze się może przydać.)


fot.Piotr Okoński

Dzień był bardzo pracowity i intensywny, wszyscy popadaliśmy do koi jak przecinaki. Na wczoraj zaplanowana była ambitna wycieczka po lodowcu, już po kontynencie Antarktydy. Miały być ćwiczenia antywpadaniowoszczelinowe.
Raki, czekany i te sprawy. Rozpętał się jednak istny śniegogedon, jak mówią najsłynniejsze pingwiny. Drastycznie spadła widoczność i trzeba było uruchomić plan B, czyli zwiedzanie łatwiej dostępnych, ale również atrakcyjnych zakamarków. Znowu mieliśmy szczęście i lokalnych przewodników, na których czele stał Sasza czyli Doktor - znaczy lekarz z "Vernadskiego". Odwiedziliśmy chatkę naukowców na Rassmusen Point, gdzie Sasza częstował herbatą, miało miejsce małe starcie ze Skuami, oglądanie szkieletu wielkiego wieloryba, pingwinów, fok, przewracających się gór, łamiących growlerów, ucieczka przed pakiem i tak dalej i tak dalej. Wieczorem była mała uroczystość upamiętniająca akcję "kotwico wróć", gitarowanko, śpiewanko i buch spać. (Musimy przyspieszyć bo zaraz steki, a potem wizyta pożegnalna na "Vierdnadskim"). Dziś rano najpierw odśnieżanie i potem kolejne szybkie akcje.
Jedna grupa buszowała w okolicznych fiordach.
Wspomniani na początku Marek i Jacek razem z Jankiem I popłynęli podjąć kolejną próbę wyłowienia zagubionego czerpaka do pobierania próbek z dna.


fot.Marek Jaworski

No i się udało! Niewyobrażalny sukces. Dziś nurkował Jacek. Trochę się obawiamy dowodów wdzięczności ze strony gospodarzy, jednak musimy sprostać i temu wyzwaniu.
Piotr I, z kolei, konstruował.... rampę halogenową, bo ciemność się wzmaga i żeby skutecznie przemieszczać się niezbędne jest sztuczne doświetlenie.

Uf, to tak wybiórczo i w wielkim skrócie.
Wiwat Jaworscy!

Pozdrowienia:
PS1. Serdecznie pozdrawiamy Dominika Byrczka - Piotr I i Marek J :-)
PS2. Obu Nowaków Adasia i Janka serdecznie pozdrawiają Damian i Piotr I

Załoga Selmy
2018-03-04
AntarktydaNa "Vierdnadskim" zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie, jak zwykle Selmianie zresztą. Bardzo nam było miło, bo szef Stacji ubrany był w koszulkę Selmy, a i Piotr I biegły w sympatycznym dresskodzie założył koszulkę "Vierdnackiego". Spotkaliśmy się w słynnym barze na piętrze i wraz z brazylijską załogą jachtu Kotik i gościnną ekipą polarników do późnych godzin nocnych prowadziliśmy rozmowy i śpiewaliśmy różne piosenki w różnych językach.


Hej me Bałtyckie Morze fot.Piotr Okoński

Raniutko, czyli koło 1000, zwlekliśmy się z koi i ruszyliśmy w teren. Dom Wordiego, czyli zabytkowy domek dosyć dawnych brytyjskich wypraw naukowych na początek,a po południu wycieczka na pobliski lodowiec. W międzyczasie Błażej z Jankiem II zrobili świetny kapuśniak (przypadek?) a pozostali uruchomili drugi selmowy ponton w celu zwiększenia naszej mobilności. Postanowiliśmy bowiem choć odrobinę odwdzięczyć się za fantastyczne przyjęcie gospodarzom i wynurkować zgubiony przez ukraińskich naukowców czerpak do pobierania próbek z dna, czyli zanurkowaliśmy w tym celu w jednym z fiordzików. To "myśmy" to lekkie nadużycie, bo nurkował Marek, ale i my chcemy być współojcami sukcesu. Niestety pierwsza próba nieudana, nie poddamy się jednak tak łatwo i jeśli pogoda pozwoli ponowimy próby.


Czerpakowanie fot.Selma

Teraz czeka nas tradycyjna ukraińska bania (w kontekście sauny) i chyba sen, bo jutro pewnie znowu będzie się działo.

Pozdrowienia:
Damian śle uściski mamie i siostrze, dzięki za smsa.
Jodyna brakuje twoich piosenek. P.
Pozdrowienia o doktora dla doktorów i poprzednich załóg


Załoga Selmy.
2018-03-02
Antarktyda
Błażej i pingwiny fot.Janek Zamoyski

Jako się rzekło, nawiązaliśmy kontakty z pingwinami i to dosyć bliskie. Zastaliśmy właściwie samą tegoroczną młodzież, która oczekuje na zmianę piórek z młodzieńczych na dorosłe i wygląda to raczej nieszczęśliwie. Stoją nieboraki nie mogąc rzucić się do wody, niektóre mają resztki irokezów na głowie i wygląda to całkiem zabawnie. Rodzice pewnie w wodzie szukają jedzenia, więc młodzi mogą porozrabiać. Było paru zakapiorów, które próbowały nas ustawić do pionu chwytając za spodnie, ale generalnie to słabo się nami interesowały.


Rozmowa fot.Damian Święs

Po powrocie na jacht i podniesieniu kotwicy zrobiliśmy jeszcze mały rekonesans przy Wyspie Anvers i odjechaliśmy na południe mijając po drodze jedno z piękniejszych miejsc w tym rejonie, czyli Cieśninę Le Maire. Dopłynęliśmy pod wieczór w okolice Wyspy Booth gdzie w nocnym dryfie podziwialiśmy piękne i występujące w dużych ilościach góry lodowe. Jesteśmy bowiem na cmentarzysku gór lodowych, gdzie dożywają swoich dni. Dzisiaj również się wśród nich pokręcimy i zobaczymy jak się ten dzień zakończy.


Górki fot.Damian Święs


Rynek fot.Jacek Jaworski

Statystyki.
Piotr II 297 razy (stan do 03.02) użył słowa "niesamowite".
Błażej też używał 159 razy pewnego słowa (po cichu).
Widzieliśmy 37 humbaków, 17 fok Weddella, 2 wale karłowate, 25 uchatek, 1 lamparta i dużo pingwinów, ale głównie białobrewych i szukamy pozostałych dwóch występujących tu gatunków. Oprócz tego właśnie obejrzeliśmy 32 przepiękne góry lodowe o fantastycznych kształtach
PS Po nasyceniu się widokami, ruszyliśmy właśnie na Ukraińską Stację Polarną "Vierdnacki".

Pozdrowienia:
Dla rodziców i siostry przesyła Janek II.
Dla Aneczki Marek z kropki Port Charcot
Dla Jodyny i Oli i Marka dzięki za smsa Piotr i Damian


Załoga Selmy
2018-03-01
Port LockroyDziś znowu piękny dzień i choć "łeb urywa" wybraliśmy się na zwiedzanie Stacji Muzeum Port Lockroy. Stacja powstała w 1944 roku i funkcjonowała do lat sześćdziesiątych. Fajnie zobaczyć jakich sprzętów używano i w jakich warunkach prowadzono badania w tamtych latach. Moglibyśmy napisać, że największe zaciekawienie wzbudziły ręczne malunki roznegliżowanych ówczesnych gwiazd kina hollywoodzkiego (Marilyn Monroe, Ava Gardner, Lis Taylor itd), niedawno odkrytych (były zamalowane) i pieczołowicie zakonserwowanych, ale nie wypada o takich rzeczach pisać publicznie. Bardzo miła pani, która oprowadzała nas po Muzeum obficie opowiadająca o eksponatach, co prawda zadeklarowała, że odpowie na wszelkie pytania, ale jak Damian zapytał gdzie był Gondor, gdy padła Zachodnia Bruzda i dlaczego taki ostry był Ziutkowej kosy szpic, rozłożyła bezradnie ręce. Trudno, spytamy kogoś innego. Zupełnie już poważnie mówiąc wycieczka była extra.


Marilyn fot.Jacek Jaworski


Jak smakuje sztormiak :) fot. Tomek Strzyżowski

Płyniemy sobie spokojnie na Selmę i nagle natykamy się na lamparta morskiego z pingwinem w zębach. Konsternacja po obu stronach (tylko pingwin nie był spięty) i widać, że i my i on kombinujemy co z tym fantem zrobić.
Oddaliliśmy się trochę i daliśmy mu możliwość zjedzenia swej zdobyczy, którą starannie oskórował i pożarł na naszych oczach. Niesamowite wrażenia i byliśmy zachwyceni szczęściem jakie nam się przytrafiło choć oczywiście pingwina żal.


Lampart fot. Tomek Strzyżowski

Po powrocie na jacht doskonała milanesa autorstwa Piotrów i Tomka i teraz słodkie lenistwo. Jutro ma zelżeć wiatr i wybieramy się nawiązać znajomości wśród miejscowych pingwinów.
Pozdrowienia

Załoga Selmy
2018-02-28
Antarktyda
Ogonek fot.Piotr Okoński

Na razie żadnych odbijaczy na horyzoncie i Piotr I chwilowo odetchnął, bo zrobiło się mocno różowo na pokładzie, dopisują za to humbaki. Wczoraj po zacumowaniu do wraku Guvernoren odbyła się wycieczka również pełna wrażeń (znaleźliśmy m.in. bardzo dziwne stworzenie z wyglądu prehistoryczne i nawet Piotr I nie wiedział co to za dziwoląg, identyfikacja trwa i pomoc mile widziana), a potem była wieczorna posiadówka z gitarą. Bardzo było przyjemnie.


Dziwoląg fot.Piotr Okoński

Teraz płyniemy Cieśniną De Gerlachea, pogoda póki co dopisuje choć jest chłodnawo. Zmierzamy do Port Lockroy, jak dotrzemy na miejsce to coś jeszcze dopiszemy.
Możemy już uchylić rąbka tajemnicy, nasz Janek II z wąsikiem, to Janek Zamoyski współtwórca grupy artystycznej i Galerii Czułość (www.czulosc.com). Na naszym rejsie również kontynuuje jeden ze swoich projektów artystycznych "Heave Away", poświęcony falom, a tych ci u nas dostatek.
Na stronie https://przekroj.pl/media/foto/heave-away/1 można obejrzeć jego prace do czego serdecznie zachęcamy.
Idąc za ciosem od razu dopowiemy, że jego towarzysz niedoli w wachcie kambuzowej to Błażej, również dyplomowany artysta (czekamy na rysunki). Skutkuje to m.in. nietuzinkowymi potrawami jak choćby dzisiejsza jajecznica z bananami.


Zdobywcy Antarktydy fot.Janek Zamoyski

W związku z ciut (spory ciut) mocniejszymi wiatrami, ekspresowo przefrunęliśmy przez Kanał Neumayera i kołyszemy się właśnie na kotwicy w Port Lockroy. Na zewnątrz śnieg i silny wiatr, a my zgłębiamy i omawiamy historie antarktyczne ze szczególnym uwzględnieniem historii wielorybnictwa, którego ślady i pozostałości napotykamy na każdym kroku. Straszne czasy (choć nawet dziś niektóre kraje wcale nie biedne i nie głodne uprawiają ten proceder), na szczęście nie wszystkie wieloryby wytłuczono i powoli populacje się odbudowują, dzięki czemu możemy je z zachwytem obserwować.

Pozdrowienia:
Antonia Wszystkiego Najlepszego z okazji imienin! Tata :)
Pozdrowienia dla Fundacji, Janeczko podziękowania za smakołyki od całej załogi Selmy pycha!!!

Załoga Selmy
2018-02-28
SelmaUzupełnienie - relacja z 25.02.2018

Na początek dwa komunikaty techniczne.
1. Przy wpisaniu adresata na początku smsa unikniemy konieczności czytania całego i odczyta go sam zainteresowany.
2. Smsy wysyłane z komórek NIE DOCHODZĄ, proszę o korzystanie z bramki Irydium na stronie www.selmaexpeditions.com/kontakt Niestety trzeba najpierw udowodnić, że się nie jest robotem za co bardzo wszystkie roboty przepraszamy ale nie mamy na to wpływu.

To teraz dwa słowa co u nas. Noc bardzo spokojna, fala i wiatr przysiadły, gwiazdy były liczne i sucho było.
Po wczorajszym obiedzie autorstwa Błażeja i Janka II zostało sporo fantastycznego leczo przywiezionego jeszcze z Polski i Piotr I odgrażał się, że niezjedzone produkty trafią do SuperOwsianki (chodzi o to, że nie możemy wyrzucać już nawet biologicznych odpadków za burtę w związku z przekroczeniem linii konwergencji). Zafrasowaliśmy się wszyscy no i leczo zniknęło. Gdzie, nie do końca wiadomo, podejrzane są gaśnice, ale chyba nie ma się czym martwić bo to leczo zgasi wszystko.
Dzisiaj bardzo zwierzęcy dzień, zwłaszcza Jacek ma szczęście do waleni, bo odwiedziły go na wachcie (oczywiście nas zawołał) orki i (prawdopodobnie) sejwale.
Dzisiejszy obiad to mistrzowski popis Piotra II i Tomka, gulasz z sałatką i ryżem, więc poprzeczka ustawiona bardzo wysoko. Starzy nomen omen wyjadacze doradzają, żeby nie dać sie sprowokować i nie przystępować do wyścigu wacht kambuzowych bo to się źle skończy choćby dla naszych sztormiaków nierozciągliwych. Przepraszamy, że tyle o jedzeniu, ale jest ono dla nas ważne zwłaszcza jak jest pyszne.
Do celu zostało około stu mil i wszyscy trochę już przebieramy nogami, już były pytania o której będą góry lodowe.
Już niedługo.

Załoga Selmy.

Pozdrowienia.
Dla Pawła Drozda - serdeczne uściski, trzymaj się ciepło.
P. i D.
Dla ukochanej Żony, Mamy, Siostry, Córki i Syna.
Damian
Dla Majeczki i Filipa
Jacek


Ocean.


Odlot przy sterze.



.
2018-02-27
Antarktyda
Marina Governoren fot.Błażej Worsztynowicz

Wczoraj bez relacji, więc nadganiamy. Jesteśmy!
W noc poprzedzającą dotarcie do Antarktyki zostały wydłużone i wzmocnione wachty wypatrujące lodu, trochę padał deszcz, ale znośnie.
No i stało się. Kurtyna w górę i szczęki w dół. Pokazała się bajkowa kraina.
Dopłynęliśmy do pięknego fiordziku, a właściwie jak się niedawno okazało, przesmyku między wyspami w archipelagu Wysp Melchiora. Kotwica w dół, cumy na brzeg i impreza. No może nie impreza, ale mistrzowskie steki podlane lekko winem (podawanym bezpośrednio, żeby ktoś nie pomyślał, że bezcześcimy czymś tę wspaniałą wołowinę).
Później w teren. Jak mówi pieśń wielorybnicza "tablety do łodzi, nie leni się nikt".
Niewtajemniczonym od razu wyjaśnimy, że to były inne czasy i chodzi o ciasno zwinięte w okrąg liny. Wycieczka wyszła super, były uchatki, foki, skuy i rybitwy antarktyczne.
Potem sen i bladym świtem ruszyliśmy w stronę Wyspy Enterprise gdzie stoi wpółzatopiony wrak statku Governoren, który robi za lokalną marinę.
Ale, ale... . Po drodze trafiliśmy na dryfujący sobie prawie nowy odbijacz który dołączył do rodziny selmowych odbijaczy no i humbaki. Spały sobie słodko maleństwa, więc podpłynęliśmy na paluszkach i udało nam się zrobić te 980 zdjęć.


Obudzony humbak fot. Marek Hawrylczak

Potem był złowiony następny odbijacz sporo większy od i tak niemałego pierwszego, potem humbaki, potem następny odbijacz jeszcze większy (już dobre metr dwadzieścia średnicy) i zobaczymy co będzie dalej. Dzisiaj przepiękne słońce i wspaniały dzień, a na jutro zapowiadane są deszcze i śniegi. Ale kto by się tym przejmował.


Odbijacze fot. Marek Hawrylczak

Pozdrowienia
Amelia 100 lat z okazji urodzin! Tata :)
Pozdrowienia dla Megusia i Kubusia
Kochanej żonie Oleńce podziękowania za wsparcie, w czasami egzotycznych pomysłach i marzeniach. Dziękuję Piotr


Załoga Selmy
2018-02-24
Cieśnina Drake'aNoc była pełna wrażeń. Falka całkiem spora, więc trzeba było wzmocnić dwuosobowe wachty o trzecią osobę wypatrującą nietypowych fal. Nietypowych czyli większych niż inne i nadciągających z innych kierunków a, że prędkość nasza była spora i ciemna noc potęgowała wrażenie niesamowitości było to fajne doświadczenie.
Powinniśmy jakoś odróżnić naszych Piotrów i Janków, może Piotr I (z racji wyższej funkcji) i Piotr II, oraz Janek I (z racji lekkiego starszeństwa i kręconych włosów) i Janek II (młody wiek i wąsiki).
Zmierzamy do SuperOwsianki z Kleksikiem Mocy, którą po raz kolejny przygotował Piotr I na śniadanie. Kleksik Mocy to fantazyjnie ułożony kleks powideł na wspomnianej już SuperOwsiance.
Jak by były mistrzostwa Owsiankmenów to byłby pretendentem.
Teraz wiatr i fala zelżały, przestało padać i płyniemy sobie godnie i spokojnie w dobrym kierunku i choć pojawiła się mgła i zrobiło szaro i ołowianie, to ma to swoje uroki.
Aha, przekroczyliśmy linię konwergencji czyli wpłynęliśmy na lodowate wody Oceanu Południowego, ale przeszło to prawie niezauważalnie z racji nowiutkich grzejników pomontowanych wszędzie na jachcie.

Pozdrowienia:
Krakowska część składu Selmy pozdrawia wszystkich w domach, znajomych , na szantach i tych na Filipinach.
Słońce, deszcz, wiatr, mgła, dzień, noc płyniemy równo na południe. Wszystko ok. Pozdrowienia dla Weroniki, Amelki i Tośki - Tomek
Błażej wysyła buziaczki Agnieszce, a Janek (z wąsikiem) śle całuski Zuzannie.
Piotr I pozdrawia serdecznie Leona :-)

Załoga Selmy
2018-02-23
Cieśnina Drake'aBardzo prosimy o podpisywanie smsów. Właśnie dostaliśmy serdeczne pozdrowienia z zielonej Irlandii. W związku z tym uznajemy, że pozdrawia nas cała Irlandia. Dzięki i również serdecznie pozdrawiamy.

Co tam u nas. Wszystko ma świetnie. Zwiększyła się ciut fala, ale za to jej kierunek tak samo jak wiatru o wiele fajniejszy, bo nie w pół burtu a z rufy i kokpit już nie zamienia się w akwarium.
Załoga okrzepła, przy obiedzie stuprocentowa frekwencja. A obiad wspaniały. Zupa zwana roboczo Jolką zrobiona przez Piotra, Jacka i Damiana (tak po prawdzie to Damian zgniatał puszki po składnikach) i potrawka z warzyw z kaszą gryczaną autorstwa Jacka.
Płyniemy naprawdę szybko, przy zjeździe z fali zanotowano 14,3 węzła (mili morskiej na godzinę). Jesteśmy jakoś w jednej trzeciej drogi do Półwyspu Antarktycznego, czyli wszystko zgodnie z planem.
Pozdrawiamy

Dział pozdrowień:
Piotr serdecznie pozdrawia obie poprzednie załogi antarktyczne i ekipę z Atlantyku z Dorotką włącznie :-)

PS Damian chwycił za pióro

Załoga Selmy
2018-02-22
Cieśnina Drake'aPiękne słońce i dobre prędkości to hasła dzisiejszego dnia, czyli ruszyliśmy. Jest też mokro, głównie w kokpicie, ale o tym za chwilę.
Dokładnie ruszyliśmy wczoraj wieczorem, a wcześniej typowe działania przygotowawcze. Sprzątanie, kupowanie, tankowanie itd. itp. Kupowaniu poświęcimy ciut tu więcej uwagi, tak duży popłoch, z resztą jak zwykle, wzbudził Piotr wkraczając w towarzystwie drugiego Piotra, Błażeja i Damiana, do największego miejscowego superhipermarketu La Anonima. Kasjerzy zbledli.
Niektórzy chowali się pod kasy, kilku zgłosiło kierownictwu, że właśnie im umarła babcia i podobne takie zachowania się odbywały. Może trochę przesadzamy, ale nasz kasjer, który pewnie nie zdążył uciec miał niezły obłęd w oczach. O te marne osiem wózków. Powinien się cieszyć, że tylko tyle, bo sporo produktów bazowych typu makarony czy ryże zostało po poprzednikach.
Jacyś niejadkowie.
Wracamy na Selmę, faktycznie w kokpicie bywa mokro, bo czasem wpada tam w odwiedziny fala, ale silna załoga w składzie dwóch Piotrów, dwóch Janków, Marka, Jacka, Tomka, Błażeja i Damiana zupełnie się tym nie przejmuje. Płyniemy maksymalnie prędko na południe zwiewając przed kolejnym niżem który depcze nam po piętach i tak może być aż do samej Antarktydy.
Tak więc pierwsze koty za płoty, choć tu bardziej chodzi o zwierzęta z kategorii drób a i słowo burty będzie lepsze niż płoty, niemniej nastroje doskonałe i cieszymy się każdą chwilą.

Załoga Selmy
2018-02-06
Antarktyda
Na monte Demaria fot.Martin Lulak

Po przerwie wznawiamy newsy z pokładu. Znowu jesteśmy na Antarktydzie. Po spokojnym przejściu cieśniny Drake'a w Gerlach Strait przywitało nas stado OREK. Było ich koło 15 z młodymi. Zainteresowały się nami, okrążyły jacht, chwilę się pobawiły, Janek sfilmował je pod wodą. Potem popłynęły dalej zapolować na wieloryba. Brrr ... ciarki przechodzą.


Orka fot.Janek Pechar


Orka fot.Janek Pechar

Potem oczywiście były pigwiny, foki i wieloryby, Port Lockroy, Vernadsky.
Znaleźliśmy też szkielet wieloryba odsłonięty przez lodowiec no i wyszliśmy na mont Demaria.


W drodze na monte Demaria fot.Martin Lulak


W drodze na monte Demaria fot.Martin Lulak


Zejście fot.Martin Lulak

Pozdrawiamy wszystkich którzy zaglądają na naszą stronę.

PS Serdeczności dla poprzedniej antarktycznej załogi Selmy (doktor na Vernadskym wspominał Was ze wzruszeniem)
i uściski dla załogi atlantyckiej - dzięki jej wysiłkowi znowu możemy tu pływać.

Piotr
2018-01-26
UshuaiaKANAŁ BEAGLA. USHUAIA. BEFOREK KAPITANA I POŻEGNANIE
Poranek 18 STYCZNIA zastał nas na kotwicy koło wyspy Gable w zatoczce nieopodal Estacia Haberton. I znowu piękne słońce oraz niesamowite widoki okolicznych gór z ich ośnieżonymi szczytami. Wycieczka na brzeg i zwiedzanie tutejszego muzeum przyrodniczego. A w nim historia tutejszej farmy oraz zwyczajów tutejszych zwierząt. Wieloryby, orki, delfiny i pingwiny. Z ważnych rzeczy to nastąpiło rozstrzygnięcie konkursu na grupę Los Menelos Selmy.
Uwaga konkurs. Nadszedł w końcu czas zagadek. Mamy tylko jedną: w jaki sposób rodzą się orki, opisz dokładnie to co je tak wyróżnia. Odpowiedź opublikujemy za miesiąc jako zakończenie naszej antarktycznej tułaczki. Odpowiedzi należy napisać, wsadzić do koperty, zakleić ją, a po ogłoszeniu odpowiedzi odkleić, sprawdzić i kupić sobie ewentualnie nagrodę. Wieczór bardzo lekki ponieważ czeka nas ostatnie nocne pływanie do Ushuaia.
Ruszamy o 23.00 po to by o 7.00 zacumować przy kei w Marinie Afasyn. Z braku miejsca stajemy do naszych znajomych z zatoki wraku czyli belgijskiego jachtu Vaihere. Na koniec pożegnalne zupełnie nie pozowane zdjęcie naszej dzielnej załogi po ostatnich manewrach.
A w porcie jak to w porcie. Najpierw ogólne sprzątanie, później załoga rozpierzchła się po Ushuaia niby to w poszukiwaniu pamiątek, a że nie było nic ciekawego to kupiła środek zastępczy pozwalający jeszcze na chwilę zapomnieć o przyjemności zrobienia niespodzianki naszym najbliższym. Bardzo ciężko ich było pozbierać później razem ze względu na uciechy portowe oraz związane z tym kłopoty komunikacyjne i autolokacyjne. Koniec końców udało się i już o 20.00 spotkaliśmy się na świetlicy w marinie na zorganizowanym przez siebie grillu. Nie była to tylko pożegnalna kolacja. Otóż 21 stycznia ma swoje urodziny Kapitan Piotr. Obchodzimy więc dzisiaj „Beforek” jego urodzin. Gromkie STO LAT, życzenia i plany na przyszłość. Potem również podziękowania dla Marty plus mały prezent oraz Carol i Roya. Carol została prezesem rejsu więc dostała tradycyjnie słodkości na osłodzenie swojego ciężkiego życia. Na koniec muzyka, tańce i jak kopciuszki przed północą na jacht, żeby zdążyć na poprawiny jachtowe. Pranek lepiej przemilczeć. Ból głowy od nadchodzących problemów, pakowanie, pożegnanie i do domu.

PS1. Bardzo dziękujemy załodze Selmy za perfekcyjną organizację rejsu. Kapitanowi za spokój, anielską cierpliwość, pogodę ducha, chęć przekazania wiedzy, dużą wyrozumiałość, pełny profesjonalizm oraz owsianeczki, jaja na twardo oraz zupy. Marcie za dzielne sekundowanie mu na co dzień oraz atmosferę. Wszystkim na lądzie za asekurację zdalną z Polski.

PS2. Specjalne podziękowania dla naszych współtowarzyszy niedoli z Południowej Afryki. Za fajne wtopienie się w załogę ale przede wszystkim za szaloną odwagę skoro zdecydowali się na uczestnictwo w rejsie z zupełnie nieznanymi dla nich ludźmi z dalekiego obcego kraju oraz niewiadomego pochodzenia.

PS3. Informujemy też, że wszystkie zdjęcia były autorstwa naszych czterech nadwornych fotografów: Krzysztof BARGŁOWSKI, Roy TERLIEN, Marek GAWLIK, Marek MELCER.

PS4. Do końca lutego, razem z odpowiedzią na naszą zagadkę zamieścimy prezentację załogi.

D Z I Ę K U J E M Y i ….. D O N A S T Ę P N E G O R A Z U.

Załoga Selmy
2018-01-19
UshuaiaPOWRÓT CIEŚNINĄ DRAKE’A. URODZINY GRZEGORZA, HORN i ……
12 STYCZNIA jak już pisaliśmy rozpoczął się czas powrotów. Pierwsze dwa dni to żegluga „silnikowa” przy bardzo słabym południowym wietrze podczas to której mieliśmy cały przegląd gór lodowych i im dalej od Antarktydy tym miały coraz to bardziej niesamowite kształty. A to płynące statki a to dryfujące miasta domy oraz baszty wartownicze.



Ostatnią górą lodową jaką widzieliśmy była scena jak z „Epoki Lodowcowej”. To kilka pingwinów „Puk Puków” wybrało się w podróż do cywilizacji. Trochę się niestety zdziwią jak się zorientują, że ich statek robi się coraz mniejszy, mniejszy i mniejszy. Ale cóż, taka jest czasami cena jaką trzeba zapłacić za odnalezienie drogi do innej cywilizacji. Na zdjęciach kolejne zbliżenia z górnego zdjęcia do wycinka z trzema pingwinami. Tylko, jak one się tam dostały?



Dwa dni ”silnikowania” i … nastąpił dzień ciszy podczas której staliśmy parę godzin w dryfie i wieczorem zaczęło powiewać z północy. Był to już dzień 14 stycznia czyli 56 urodziny Grzegorza. Wylegliśmy wtedy na pokład by tam złożyć mu życzenia oraz spełnić obowiązek wypicia urodzinowego toastu. A swoją drogą to trzeba mieć szczęście, obchodzić urodziny w takim miejscu i w takim towarzystwie.





Od tej pory zaczęła się prawdziwa żegluga. Najpierw, aby nabrać rozpędu i wysokości płyniemy prawym halsem na północny zachód po to, aby później ruszyć lewym halsem prosto w kierunku Hornu. Cały czas żegluga przy wietrze 6 do 7 B.


Marta za sterem



I nadszedł ten dzień. 17 stycznia do tej pory był znany jako dzień wyzwolenia ważnego miasta w Polsce a od tej pory będzie to dzień znany jako opłynięcie przylądka Horn przez ważną załogę jachtu Selma. Oczywiście był szampan oraz dużo zdjęć grupowych i nie z tym trochę mitycznym miejscem dla każdego żeglarza. Wszak to są nasze Himalaje. I od tego momentu Horn nas zaakceptował, to znaczy wiatr siadał powoli, a żegluga od tej pory była bardzo spokojna, czyli przestaliśmy być żółtodziobami.







Dalej to już nasza żegluga w kierunku domu. Jeszcze tylko pozostał nam do wykonania przykry obowiązek, a mianowicie odwiedzenie jednego miejsca szczególnego dla kilku z nas. Miejsca równie szczególnego co tragicznego, ponieważ 8 lat temu jacht na którym kilku z nas żeglowało po dalekich krajach i na którym czterech z nas tu obecnych miało płynąć na Antarktydę 3 tygodnie wcześniej został wyrzucony na brzeg i tam zakończył swój żywot.



Wypowiedź Grzegorza: Przepraszam wszystkich śledzących naszą relację, ale nie mogłem tutaj nie zapłynąć nie oddając czci tym, którzy tutaj zakończyli swoje życie chwilą ciszy i zadumy oraz pragnieniem, aby takie tragedie się już nie powtórzyły. Znałem tego kapitana osobiście, a na tym jachcie odbyłem dwie piękne wyprawy Wyspy Salomona oraz od Markiz przez Archipelag Tuamotu na Wyspy Towarzystwa i właśnie na tej drugiej wyprawie w Papete na Thaiti przekazywałem temu kapitanowi właśnie ten jacht do dalszej żeglugi. Ta wyprawa miała być moją trzecią wyprawą tym jachtem. I nie ważne jest, że się wtedy nie odbyła, wszak teraz tu jesteśmy, czyli marzenia się spełniają, ważne jest tylko to, że dwóch naszych kolegów żeglarzy z mojego rodzinnego miasta tutaj tragicznie straciło życie pozostawiając w żalu i smutku przede wszystkim swoje rodziny. To jest dla nas wszystkich strata i przestroga na nasze dalsze żeglowanie. To koniec naszego piątego odcinka z naszej Antarktycznej Odysei. Na naszą ostatnią relację z kanał Beagla i Ushuaia, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, zapraszamy za dwa dni.

Grzegorz Studziżba
2018-01-14
Antarktyda
W DRODZE ZA KRĄG POLARNY

11 STYCZNIA zastał nas już na otwartym oceanie i żegludze silnikowe wspieranej Genuą na południe KK215. Cały czas padał deszcz ze śniegiem a drogę zagradzały nam niespotykane dotychczas przez nas góry lodowe.



O godz. 13,30 przecięliśmy południk Przylądka HORN płynąc ze wschodu na zachód, a po kolejnych trzech godzinach wróciliśmy z powrotem na naszą jedynie słuszną stronę. Czy to oznacza, że już jesteśmy Caphornowcami, nie wiadomo. Na wszelki postanowiliśmy to zrobić jeszcze raz za kilka dni będąc bezpośrednio w zasięgu jego wzroku. Po 2 godzinach kolejne ważne wydarzenie, osiągnęliśmy Krąg Polarny i od razy przestało padać. Przez pół nocy szukaliśmy dogodnego miejsca do kotwiczenia, które dopiero było dogodne 12 STYCZNIA o godz 0050 koło wyspy Andresen. A rano, piękne słońce. Marek z Grzegorzem na pozycji najdalej na południe



postanowili odśpiewać hymn swojej szkoły Zespół Szkół Elektrycznych nr 2 w Krakowie. Śpiewali z pełnym zaangażowaniem wszystkie 3 zwrotki pieśni zaangażowanej zaczynającej się od słów „Naszą jest dumą Nowa Huta ….




Później kapitan zafundował nam tour po zatoce oraz wzorcowe zapakowanie się w lód oraz szkoleniowe wyjście z niego.








Na koniec zdjęcie pełnej zwycięskiej załogi szczęśliwie ocalałej



No cóż, czas wracać znaleźliśmy zaciszne miejsce na pakowanie pontonu i przygotowanie się do powrotu przez „Cieśninę Draki”. Zrobiliśmy to w osłonie niesamowitej góry lodowej



No to w drogę. Czas powrotów……

Załoga Selmy
2018-01-10
Stacja UkraińskaUkraińska Stacja Akademika Varnadskiego


Foki

Poranek 8 STYCZNIA. Rozpoczął się jak zwykle do tej pory słonecznie. Ponieważ wiedzieliśmy, że wieczorem ma być wiatr i deszcz i ma to trwać prawie 30 godzin, postanowiliśmy wybrać się na wyspę Yalour. Miały tam być kolejne niezwykłe lęgowiska pingwinów, tym razem pingwiny Adeli. Faktycznie były, a w zatoczce koło wyspy żerował samotny wieloryb wal karłowaty czyli minke whale. Po powrocie musieliśmy się zabezpieczyć przed wiatrem, więc wybraliśmy miejsce pomiędzy dwoma wyspami. Aby tam wejść trzeba było skruszyć lud w zatoczce - pojechała specjalna brygada pontonowa Andrzej z Markiem. Założyliśmy dwie cumy rufowe na obydwie wyspy a z dziobu kapitan założył cumę chodząc po lodzie. Całości dopełniła kra, w którą wpasował się nasz dziób. Do rufy doczepił się do nas jeszcze jacht brazylijski. A wieczorem długo oczekiwane zwiedzanie domu ludzi lodu czyli Ukraińskiej Stacji Badawczo Naukowej im Akademika Vernadskiego. Zwiedziliśmy stację i poznaliśmy warunki zimowania obsady naukowo badawczej. Był to wieczór ukraińsko-brazylijsko-polski ze śpiewem i tańcami a po 3 godzinach grzecznie wróciliśmy na pokład.
9 stycznia był naszym dniem gospodarczym. Przeczekaliśmy bezpiecznie zmianę pogody, a czterech wybrańców zwiedziło czynnie tamtejszą banię. Wieczorem nastąpiła rewizyta biologów i medzka ze stacji na Selmie. Wcześniej nie byli na spotkaniu. Nocowali na wyspie Peterman, gdzie byli na liczeniu Wordi pingwinów a zła pogoda ich zatrzymała.
10 stycznia. Dzień pożegnań. Po zwiedzaniu zabytkowego domku Wordie House będącego na kolejnej wyspie ruszyliśmy na południe. Może tam będzie cieplej….

Załoga Selmy